niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 30



„Musisz tylko przyjąć do wiadomości, że to koniec, Mariusz.”


- Co teraz?
- Co teraz? - powtarzam po przyjacielu, bezmyślnie wodząc wzrokiem po pomieszczeniu – Nie wiem. Wiem tylko tyle, że wariuję bez niej.
Czuję ciarki na plecach. Przyznaję się na głos do tego, co mnie dręczy od paru dni. A na Michale nie robi to żadnego wrażenia.
- Chcesz odpuścić?
- Nie.
Niebieskooki kiwa głową i posyła mi zadowolony uśmiech.
- Ale nie mogę jej kazać być przy mnie, nie mam prawa jej cały czas osaczać... Powiedziała mi, że układa sobie wszystko z Lotmanem, ale nawet po tym nie dociera do mnie, że mam zostawić ją w spokoju.
- Ale możesz i masz prawo o nią walczyć, Maniek.
- Jak? Jak mam to zrobić, kiedy jestem żonaty? - wylewam część swojego rozgoryczenia – Ona jest za dobrą osobą, żeby żyć ze mną jakimś toksycznym układzie.
- To na co czekasz?
- Co?
- Ile jeszcze będziesz odwlekał rozwód?
Rozwód. Sześć liter, które dudnią w mojej głowie, kiedy niebieskie oczy Winiarskiego spoglądają na mnie nieugiętym wzrokiem. Sześć liter i jedno zdanie, których nigdy nie myślałem usłyszeć z ust przyjaciela.
- Rozwód?
- Przeliterować ci?
Czekam na ten moment, kiedy przyjmujący wybuchnie śmiechem, jednak takowy nie następuje.
- Ty żartujesz?
- Wyglądam jakbym żartował?
Wygląda śmiertelnie poważnie, co wywołuje u mnie jeszcze większe przerażenie jego słowami. Mrugam parę razy oczami, próbując znaleźć jakiekolwiek adekwatne słowa, jednak nie potrafię.
- Rozwód nie oznacza tego, że stracisz Arka...
- Jak to, kurwa, nie oznacza?! Jestem...
- … ojcem-siatkarzem. I co? To cię od razu przekreśla? Przypomnij mi, kto się teraz zajmuje twoim synem, bo na pewno nie jest to twoja żona.
Długa chwila milczenia powoduje napływ kolejnych skrajnych emocji, których nie potrafię zdefiniować słowami.
- Jesteś moim przyjacielem, a Majka jest dla mnie jak siostra. Nie zaprowadzę cię nigdzie za rękę, nie zrobię nic za ciebie, ale na pewno nie dam ci spokoju i nie pogodzę się z tym, że nie będziecie razem – nawet nie wiem kiedy dochodzą do moich uszu stonowane, łagodne dźwięki miśkowych słów – Przecież...
Nie myśląc wiele, dukam bezmyślnie, po raz pierwszy patrząc prosto w oczy przyjaciela:
- Przecież ją kocham?
Ledwo zauważalne skinięcie głowy i przenikliwy wzrok przyjmującego nie wiedzieć czemu kompletnie rozwiązują mi język.
- Kocham ją jak idiota, Misiek. Głupieję, kiedy słyszę jej imię w ustach kogoś innego. Tracę głowę, kiedy mogę usłyszeć jej głos. Wariuję, kiedy z nią rozmawiam. Cały czas wracam myślami do naszego pocałunku, i wiesz co? W życiu nie popełniłbym takiego błędu jak wtedy. W życiu nie zostawiłbym jej, tylko dlatego, że mnie o to poprosiła... Jedyne czego teraz potrzebuję to jej bliskości, jej ciepła, głosu, niebieskich oczu, malinowych ust...
Jakby wyrwany z transu przerywam i obserwuję reakcję Winiarskiego.
- Boże, Michał, ja zwariowałem?
Wysoko uniesiony prawy kącik ust nie daje mi jednoznacznej odpowiedzi, wręcz przeciwnie – powoduje jeszcze większą niepewność.
- Ty wreszcie zmądrzałeś, kretynie.

***

Przejeżdżam dłonią do jej odkrytym ramieniu. Przytulam się do jej pleców i nie mogąc zmazać sobie uśmiechu z twarzy, cmokam ją w policzek.
- Powiesz mi w końcu gdzie jesteśmy? - dociera do mnie jej melodyjny śmiech.
Widzę, jak jej wolna ręka zbliża się w kierunku czarnej opaski, którą uprzednio założyłem jej na oczy.
- Poczekaj chwilę – proszę ją i zatrzymuję jej dłoń delikatnym uściskiem – Chyba wiem jak zareagujesz i zanim zdejmę ci opaskę chcę ci to wyjaśnić.
Z jej ust momentalnie schodzi szeroki uśmiech, na którego miejsce pojawia się pełen niepewności grymas. Marszczy brwi, a ja stykam nasze policzka, pragnąc jej bliskości.
- Zależy mi na tobie jak na nikim innym – ciągnę ze ściśniętym gardłem – Chcę dla ciebie wszystkiego, co najlepsze. Ja...
…przyprowadziłem cię tutaj, bo widzę, że tego potrzebujesz? Że ci tego brakuje? Że nawet kiedy mówisz, jak bardzo jesteś szczęśliwa teraz, to i tak widzę twoją tęsknotę w oczach?
Jednak zamiast dokończyć, drżącymi rękoma opuszczam czarną opaskę z jej twarzy.


***


- Chcę jej szczęścia, ale boję się, że nie jestem w stanie go jej dać.
- Myślisz, że jest szczęśliwa z nim?
- Sama mi to powiedziała, więc co mam myśleć?
- A myślałeś kiedyś, czym tak naprawdę jest dla niej szczęście?


***


- Estadio Santiago Bernabéu.
Jej cichy szept dobiega mnie po cholernie długiej, pełnej napięcia chwili milczenia. Wpatruję się w tył jej sylwetki, próbując oddalić złe myśli. I chociaż mam zamiar chwycić ją za rękę, przyciągnąć do siebie i powiedzieć, że to tu zawsze było i jest jej miejsce to... Nie potrafię. Po raz pierwszy widzę kompletnie inne oblicze mojej ukochanej. Widzę, jak przez pierwsze kilka minut po prostu stoi, błądząc zdezorientowanym wzrokiem po potężnym obiekcie. Potem bez słowa podążam oczami za jej kolejnymi ruchami. Wydaje się być jedynie ciałem przy mnie, jej myśli są kompletnie gdzie indziej. Pełen sprzecznych myśli patrzę, jak zsuwa wysokie szpilki i bosymi stopami staje powoli na zimnej, twardej murawie.
- Po co to zrobiłeś?


***


- Chyba nie.
- To pomyśl.
- Ale na pewno jest szczęśliwsza w Rzeszowie z nim, niż tutaj ze mną była.
- Bo ci tak powiedziała?
- A nie?
- Naprawdę jesteś tak bardzo niedomyślny? Czy tylko nie dopuszczasz do siebie myśli, że nie wszystko co mówi jest prawdziwe?
- O czym ty teraz mówisz?


***


- Potrzebujesz tego – mówię twardo, przyciskając ją do siebie – Nie mów mi, że jest inaczej.
Blondynka kręci głową.
- Obiecałam coś sobie, Paul. A teraz ty przyprowadzasz mnie do miejsca, które zawsze było moim marzeniem i... Co ty sobie myślałeś?
Zachowuję spokój i opieram podbródek na czubku jej głowy, jeszcze mocniej oplatając ją ramionami.
- Po prostu spróbuj, dobrze?
Ukochana rzuca mi zdezorientowane spojrzenie, na co ja uśmiecham i bez słowa prowadzę ją do szatni.


***




Początkowa niepewność na jej twarzy jak i widoczna w jej ruchach ulatnia się z każdą minutą spędzoną na murawie. Co jakiś czas odwraca się w moją stronę tylko po to, żeby posłać mi szeroki uśmiech i zaraz po tym wrócić do biegania z piłką od bramki do bramki.


„Wystarczyła chwila bym poczuła, że mam po co żyć i znów się śmiała - pełna radości i miłości”


Nawet nie wiem kiedy przybiega do mnie i rzuca się mi na szyję. Przez krótką chwilę mogę dostrzec jej szeroki uśmiech, a potem tylko czuję słodkie, wilgotne usta przesuwające się zachłannie po moich. Łapię ją mocno w talii i przyciskam do siebie. Fala pożądania targa moim ciałem. Rozchylam szerzej malinowe usta mojej ukochanej i sekundę później mój język delikatnymi, zwinnymi ruchami drażni jej podniebienie. Pod wpływem chwili zsuwam lewą dłoń na jej biodro.
- Paul? - blondynka niespodziewanie przerywa nasz pocałunek cichym, zachrypniętym głosem. Otwieram oczy i niepewnie obserwuję, jak niebieskooka również podnosi swój wzrok – Kocham Cię.


***


Wpadamy do apartamentu, po drodze tracąc kolejne części naszej garderoby. Przed drzwiami do sypialni zatrzymuję się i zaciskam dłonie na idealnie kształtnych, jeszcze przykrytych cienkim, czarnym, koronkowym materiałem, pośladkach blondynki. Ta na ułamek sekundy podnosi powieki i posyła mi najpiękniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek mogłem sobie wymarzyć. Zdecydowanym ruchem unoszę ją do góry, na co niebieskooka bez zastanowienia reaguje, oplatając mnie w pasie swoimi nogami.
Lewą ręką uchylam drzwi do sypialni i bez pośpiechu wchodzę do środka, delektując się słodkim ciężarem dziewczyny na sobie. Nie odrywając się ani na chwilę od ust blondynki, kładę ją na miękkim, potężnym łóżku, sam znajdując się tuż nad nią.
Czuję jej delikatne palce, zjeżdżające po moim torsie w dół. Resztką opanowania odrywam się od ukochanych ust i chwytam jej obie dłonie.
- Nie chcę, żeby było tak jak ostatnio – szepcę prosto w jej usta, jednocześnie patrząc wprost na jej lazurowe tęczówki – Nie chcę się z tobą znowu tylko przespać.
Blondynka marszczy czoło i posyła mi zdziwione spojrzenie. Prawą dłonią wodzę delikatnie po jej idealnie płaskim brzuchu, nie przestając patrzeć na nią. Uśmiecham się lekko i cmokam ją w czubek jej zadartego noska.
- Dzisiaj chcę się z tobą kochać, Maja.
Widzę, jak zagryza dolną wargę, jednocześnie uśmiechając się znacząco. Nachylam się jeszcze bardziej i nie spiesząc się, powoli złączam nasze usta delikatnym, subtelnym, a jednocześnie pełnym pożądania pocałunkiem, a przez myśl przebiega mi tylko to, ile szczęścia potrafi mi dać niewielka, niebieskooka blondynka, która nawet nie wiem kiedy, stała się najważniejszą osobą w moim życiu.


***

- O czym mówię? Daj spokój, Maniek – wzdycha zdegustowany Winiarski – Ona cię kocha jak nikogo innego. Żaden Lotman, czy ktokolwiek nie zmieni tego. Może uciekać przed tym co do ciebie czuje, może próbować odsunąć cię od siebie tak bardzo, jak tylko się da, ale w końcu wróci. Żadna prawdziwa miłość nie kończy się, kiedy jedno powie, że to koniec. To tak nie działa. Majka wróci, bo nie poradzi sobie sama z uczuciem do ciebie. Od ciebie tylko zależy, ile będziesz musiał czekać na jej powrót.



________________________________________



I jak?
Ja chyba jestem zadowolona. O dziwo.